Blog Weroniki i Tomka

niecodzienność

A u nas ekscytujące zmiany!

 

Tak, byliśmy w Polsce na Wielkanoc, tak, odmroziło nam cztery litery jak szliśmy ze ścięconką a dzieci miały nieziemską radochę obserwując padający śnieg, ale dziś nie o tym! To znaczy o tym też będzie, ale może trochę później.

 

Dziś o tym, że wczoraj na ręce mojej bezpośredniej szefowej złożyłam wypowiedzenie - od jakiegoś czasu zastanawialiśmy się nad tym wspólnie z Tomkiem i po naprawdę głębokim namyśle stwierdziliśmy że w naszej, konkretnej sytuacji to się po prostu nie opłaca.

 

Bardzo lubię moją pracę (i nieskromnie mówiąc jestem w tym co robię naprawdę niezła), ale niestety atmosfera oraz zasady panujące w tym konkretnym biurze są dla mnie ciężkie do przełknięcia - a głównie fakt że wierchuszka radośnie mówi klientom "tak" kiedy ja mówię "nie" oraz "na jutro" kiedy ja mówię "na za tydzień", co skutkuje olbrzymią ilością nadgodzin, oczywiście niepłatnych, oraz związanego z tym stresu.

 

Wśród klientów też znajdzie się kilka takich "perełek" które regularnie mam ochotę potraktować z kałacha, ale to akurat jest normalne, ludzie na całym świecie bywają różni, mili, mniej mili oraz zupełnie sukinkoty.... chociaż tak jakby tutaj tych ostatnich jest więcej. Widocznie taka kultura - albo to ja mam pecha.

 

Są minusy, oczywiście: przestanę zarabiać, na przykład, i będę musiała mocno myśleć jak dostać wizę, skoro firma mi jej już nie załatwi, ale olbrzymim plusem jest fakt, że na moim "powrocie do domu" zyskają dzieci, które obecnie widzą mnie godzinę rano i do 1,5 godziny wieczorem, co, bez bicia przyznaję, nie jest sytuacją komfortową dla mnie jako matki... poza tym będę miała do nich spokojniejszą głowę i więcej cierpliwości.

 

No i więcej czasu dla siebie - w końcu się wyśpię (już nie pamiętam kiedy ostatnio się tak naprawdę-naprawdę wyspałam.... chyba w swoje urodziny w grudniu!), zapiszę się na fitness, przeczytam wszystkie lektury na które od roku nie mam czasu, rzucę się w wir codziennego gotowania (ja to naprawdę lubię!), zapiszę się na kurs doszkalający na uniwerku (mam jeden na oku), będę miała czas porządnie obfotografować Hong Kong (mam tyle pomysłów! i obecnie zero czasu, niestety), może rozkręcimy z Tomkiem jakiś mały biznesik... Planów jak widać mam dużo, i zamierzam je konsekwentnie realizować :)

 

Pomysł rzucenie pracy tym bardziej ma ręce i nogi że na 100% nie zostaniemy w Hong Kongu dłużej niż do kiwetnia 2016 roku, więc pracę musiałabym rzucić tak czy owak - te kilka miesięcy w tą w czy w tamtą naprawdę nie robi dużej różnicy.

 

Tymczasem moja szefowa, zrozpaczona wizją kolejnej osoby opuszczającej pokład, kusi obietnicą pracy na 3/5 etatu - to by było całkiem ciekawe rozwiązanie, muszę powiedzieć, chociaż z doświadczenia (oraz rozmów z ludzmi) wynika, że praca na pół etatu w Hong Kongu oznacza 100% etatu i 50% pensji, co z oczywistych przyczyn mnie nie rajcuje.

 

Ale żadnej opcji nie skreślam z góry, zobaczę co mi zaproponują, zastanowimy się z Tomkiem i najwyżej wycofam wypowiedzenie. Bo póki co mój dwumiesięczny termin wypowiedzenia biegnie od wczoraj, czyli w najgorszym wypadku 15 czerwca będę już bezrobotną kurą domową :)

 

Pozdrawiam,

jeszcze-pracująca Weronika