Blog Weroniki i Tomka

niecodzienność

Druga operacja Jaśka

 

W piątek odbyła się zaplanowana już jakiś czas temu druga – i mamy nadzieję że ostatnia – operacja Jaśka związana z wypadkiem jakiemu uległ w sierpniu zeszłego roku (więcej tutaj: klik klik klik).

 

W piątek zespół chirurgów z publicznego hongkońskiego szpitala imienia Księżniczki Małgorzaty (Princess Margaret Hospital) wyjął z nóg Jaśka tytanowe szpilki które włożyli mu w ubiegłym roku żeby utrzymać zrastające się kości w prawidłowej pozycji. Kości zrosły się dawno temu, Jasiek już w grudniu ubiegłego roku podczas wakacji w Tajlandii kicał po plaży zupełnie jak przed wypadkiem, ale czekaliśmy te dodatkowe kilka miesięcy dla pewności (no i dlatego, że to szpital publiczny, więc nie można terminów operacji wybierać według uznania).

jasiek kica na plazy.jpg

 

Operacja przebiegła pomyślnie, wszystko zostało wyjęte, kości są w dalszym ciągu całe, rany malutkie i ładnie się goją – więcej dowiemy się na pierwszej wizycie kontrolnej która jest zaplanowana na 22 maja. Niestety tym razem znieczulenie (albo morfina, którą Tygrys dostał po operacji, bo płakał że go bardzo bolało) miało na tyle niemiłe skutki uboczne że w pierwszą noc po operacji Tygrys został podłączony do kroplówki (po moich naciskach, mówiąc szczerze, bo skoro dziecko nie daje rady nawet łyka wody przełknąć to jakoś trzeba płyny w organiźmie uzupełnić i swoim standardowym tekstem „to poczekamy jeszcze kilka godzin” w pięć godzin po zakończeniu operacji to mogą się wypchać). Na całe szczęście drugiego dnia rano wszelkie niepożądane objawy zniknęły a Tygrys cały w uśmiechach jadł, pił i marudził jak zwykle. Wszystko wyglądało super dopóki nie okazało się że zdaniem lekarzy ma zbyt wysoką temperaturę – 37,9, z której szybko może zrobić się 38, 39 lub więcej, więc lepiej żebyśmy zostali jeszcze jeden dzień w szpitalu, tak na wszelki wypadek.... 

 

Zostaliśmy, bo trudno mi się kłócić z lekarzami, co oznaczało dla Tomka kolejny dzień, a dla mnie kolejną noc w szpitalu – na szczęście tym razem Jasiek się trochę posunął i udało mi się przespać trochę na jego łóżku (o niebo wygodniej niż na plastikowym krzesełku!). Chociaż w dalszym ciągu nie rozumiem dlaczego na oddziale dziecięcym światło jest gaszone o 23.30 a telewizor wyje na cały regulator do północy – a pielęgniarki zaczynają obchód najpóźniej o 6.30 i oczywiście robią to z takim hałasem że wszystkie dzieci się zrywają na równe nogi.

 

Na całe szczęście w niedzielę rano przyszła pielęgniarka, zmieniła Tygrysowi opatrunek na mniejszy i oto stał się cud! Okazalo się że bez kilometrów bandaży, owijających tony waty nad, pod i centralnie na kolanach obu nóg Jasiek daje radę sam chodzić! Co było jednym z warunków lekarza żeby nas wypuścić do domu. Drugi warunek – niższa temperatura (37,7 dokładnie, ale niższa to niższa!) też został spełniony i już w niedzielę o 11.30 odjechaliśmy do domu; Jasiek cały zadowolony bo załatwiłam mu przejażdżkę karetą :) a to przecież nie lada atrakcja!

 

wozek.jpg

 

Mamy polecenie przyjechać na zmianę opatruków jeżeli zamokną przy kąpieli albo jeżeli coś zacznie się przesączać, ale wszystko naprawdę ładnie wygląda i nie wydaje mi się żebyśmy musieli odwiedzać szpital przed zaplanowaną na przyszły piątek wizytą kontrolną, tfu, tfu, odpukać.

 

A kierowca który w niego wjechał? Niedawno dostaliśmy pismo z policji w którym stwierdzają że to kierowca jest winny zaistniałej sytuacji, został skazany na 3000 HKD (ok. 1400 zł) grzywny oraz zabrali mu prawo jazdy na 12 miesięcy. Wyrok jak dla nas niesatysfakcjonujący – bo ten pirat drogowy już we wrześniu tego roku wróci na ulice Hong Kongu - Tomek zaczął już powoli się dowiadywać jak jeszcze możemy mu uprzykrzyć życie (mnie jego pieniądze są niepotrzebne, najchętniej to bym mu zabrała prawo jazdy, no ale zobaczymy co da się zrobić).

 

Pozdrawiam,
Weronika