Blog Weroniki i Tomka

Weronika

Never give up!

W końcu, długo oczekiwany wpis. Poniżej znajdziecie krótki opis, co się u nas wydarzyło. Dlaczego nic przez długi czas nie pisaliśmy i skąd się wzięły dziwne wiadomości na stronie facebookowej bloga.

20151201_142512.jpg

 

Siódmego czerwca Weronika doznała poważnego udaru niedokrwiennego głowy (w tej chwili nie mam jeszcze siły i czasu opisać, co się dokładnie wydarzyło. Myślę, że kiedyś to opisze z założenia, ze może ktoś, kiedy będzie podobna chwile przeżywał i przyda się ta wiedza). Teraz tylko powiem, że pierwszego dnia Weronika została przewieziona do Caritas Medical Center, gdzie została wstępnie zbadana i zdiagnozowany został udar. Niestety lekarz prowadzący powiedział, że w jej przypadku już nie można podać lekarstwa rozpuszczającego skrzep. W tym momencie zaczyna się najgorszy okres w naszym życiu.

 

Dwa dni później Weronika zostaje przewieziona do innego publicznego szpitala, Kwon Wah Hospital, gdzie przechodzi operacje głowy. Przez pierwszy 2 tygodnie Weronika była w stanie krytycznym i lekarze nieustannie walczyli o jej życie. Później jej stan zdrowia się zaczął polepszać, ale nadal była w stanie wysokiego zagrożenia zżycia i dlatego znajdywała się na oddziale intensywnej terapii. Przez 4 tygodnie była tez pogrążona w spinaczce, chociaż przez ostatni tydzień, może półtora zaczynała przejawiać objawy powrotu do świadomości. Oczy miała nadal zamknięte, ale wykonywała proste polecenia. Staraliśmy się jej pomoc wybudzić puszczając nagrania dzieci czy ulubione piosenki. Musze wspomnieć, ze lekarze ze tego szpital wykazali się wielkim profesjonalizmem i umiejętnościami – po prostu uratowali Weronice zżycie w sytuacji na prawdę ekstremalnej. Nasz obecny lekarz prowadzący, neurolog, nazwał ich pracę cudem. 

W tym okresie wydarzyły się dwie rzeczy, których do końca życia nie zapomnę. Pierwszy, to moment, w którym Weronika pokazała mi, ze nadal „tam” jest, że jest świadoma i że mnie pamięta. To moment, kiedy na pożegnanie po codziennej wizycie, położyłem swoja głowę na jej barku i moje Kochanie nachyliła się, żeby mnie pocałować w czoło. Tak jakby mnie chciała upewnić, że jeszcze jest i nigdzie się nie wybiera. W tym momencie wiedziałem, ze będzie dobrze. Cokolwiek by się nie wydarzyło i jakiekolwiek nie będą konsekwencje, zrozumiałem, ze mam do czynienia z moja zona, a nie tylko „pustym” ciałem. Drugi to moment, w którym napisała imię Jaśka na kartce papieru. Cały czas miała zamknięte oczy i nie mogła nic przez tracheotomie powiedzieć, wiec był to pierwszy sposób komunikowania się z nami. Lekarz prowadzący nie chciał w to uwierzyć. Pewnie podejrzewał, ze sam to napisałem.

Po 5 tygodniach w państwowym szpitalu udało się Weronikę przewieźć do prywatnego szpitala niedaleko naszego domu. Na prawdę bliziutko - tam, gdzie rodziła Antka – Baptist Hospital. Dojazd zajmował nam 15 min jednym autobusem, wiec dojazd mieliśmy na prawdę dobry, co umożliwiało nam wielokrotne codzienne wizyty, które okazały się bardzo ważne w całym procesie powrotu Weroniki do zdrowia. Myślę, ze w tym pierwszym okresie po wybudzeniu najważniejsze było właśnie podtrzymywanie jej na duchu, dobre odżywianie (domowe obiadki gotowane przez jej mamę i mnie) i odpoczynek - dużo snu i komfortowe warunki w prywatnym pokoju (po wielu kłótniach z pielęgniarkami, które snem Weroniki się na początku nie przejmowały). Mieliśmy też szczęście, ze udało sie z ubezpieczenia załatwić całodobowa prywatna obsługę medyczna, większość czasu była to Pani Lo i Pani Kong. Obie Panie zasługują na naszą wdzięczność przez swoje zaangażowanie i profesjonalizm. Szczególnie Pani Lo jest barwna postacią, której sie – z wielu powodów - należy oddzielna notka. Wydaje nam się, ze to w dużej mierze dzięki jej pracy, masażom i treningom Weronika tak szybkie zrobiła postępy, szybsze niż wszyscy przypuszczaliśmy.

W wyniku wylewu, lewa strona Weroniki została sparaliżowana, ale już pod koniec września wykonywała pierwsze ruchy nogą i nawet delikatny ruch lewą ręka. Nasz lekarz patrzył na to z niedowierzaniem i po każdej takiej prezentacji mowił „are you kidding me?” lub „are you joking?”. Na początku października przenieśliśmy Weronikę do nowego szpitala – St. Theresa Hospital. Szpital ten ma obecnie najlepszy oddział rehabilitacyjny z nowoczesnymi robotami do treningu chodzenia i aktywacji mięśni i polaczeń nerwowych. Tu Weronika robiła kolejne postępy i w efekcie jest w stanie sama chodzić przy pomocy łaski. Oczywiście są to nadal niepewne kroki, na krótkich dystansach i cały czas musi jej towarzyscy pomoc by podtrzymać Weronikę jak straci równowagę, albo pomóc z noga, która się nagle zbuntuje. Lewa ręka robi mniejsze postępy, czym się za bardzo nie przejmujemy, bo „aktywowanie” ręki trwa wiele miesięcy lub lat, a i tak jest to mały cud, ze zaczęła się ruszać już teraz. Leczenie nie ogranicza się tylko do zachodnich praktyk. Tu, jak i w Baptystach, czyli poprzednim szpitalu Weronika ma zabiegi z akupunktury, które w Chinach (kontynentalnych) są standardowym zabiegiem dla pacjentów po udarze. Nasz lekarz powiedział, ze nie jest ani za, ani przeciw i jak chcemy to on się zgadza. Weronika nie lubi tych zajęć, bo ja to strasznie boli, ale wierzymy, ze ta akupunktura też daje efekty.

Na sam koniec dodam, ze przez cały czas mieliśmy bardzo duże wsparcie naszej rodziny i rzeszy przyjaciół z Hong Kongu. Przyjechali do nas nasi rodzice i bracia, wiec przez ponad 5 miesięcy ktoś z nami był i mogli pomoc w gotowaniu, zajmowaniu się dziećmi i wizytach u Weroniki. Przyjaciele też są fantastyczni i pomagali w najróżniejszy sposób. Wszystkim, którzy pomogli jesteśmy bardzo wdzięczni i na pewno tego nigdy nie zapomnimy. Nadal walczymy o jak najszybszy powrót do zdrowia i na pewno się nie poddamy. Przestaliśmy też słuchać opinii lekarzy, co do możliwości i zakresu powrotu do zdrowia. Weronika co jakiś czas przekraczała wytaczane granice – na początku w ogóle nie była dopuszczana opcja chodzenia, a o ruszaniu ręką nikt nawet nie marzył. To dzięki niesamowitej determinacji, uporu, wysiłkowi i pracy Weroniki widzimy takie postępy. Jestem z niej strasznie dumny. Wszyscy jesteśmy. 

 

Zmęczony, ale wdzięczy i mimo wszystko szczęśliwy

,
Tomek (z dwoma chłopakami)

 

PS. Z góry przepraszam, ze nie pisze tak pięknie i ciekawie jak Weronika. Nie mam do tego talentu, co potwierdzą wszyscy moi znajomi i jedynki z języka polskiego, które zbierałem przez większość czasu mojej edukacji ;) Trudno. Będziecie musieli się przyzwyczaić i być cierpliwi, bo przez najbliższy czas to będę właśnie ja pisał :) Może moje liczne błędy zmotywują lewą rękę Weroniki do szybszego powrotu do sprawności ;)