Blog Weroniki i Tomka

codzienność

A to niespodzianka!


Poszliśmy dziś na lunch w towarzystwie mieszanym - ja, Ewelina, Peter i Marie-Louise, tak więc konwersacja na naszym końcu stołu toczyła się po angielsku. Towarzystwo na drugim końcu stołu również nie rozmawiało po duńsku (trochę po angielsku, trochę po fińsku). Nasi Duńczycy zjedli i poszli, bo byli bardzo zajęci, a my zostałyśmy żeby jeszcze chwilkę pogadać (nadrabiałyśmy zaległości bo nie rozmawiałyśmy zbytnio przez kilka dni z powodu nawału zajęć). Plotkujemy sobie niewinne, rzecz jasna w języku ojczystym, a tutaj nagle z boku odzywa się, również po polsku, lekko speleniący głos:

-"Dzień dobry, skąd jesteście?"

Zamurowało nas ze zdziwienia, ale po chwili konwersacja potoczyła się dalej, również po polsku. I tak dowiedziałyśmy się, że osobnik, który nas zagadał (mało urodziwy blondynek), jest Finem, który mówi po polsku bo ma żonę-Polkę! Nawet nie wiecie, jak to miło usłyszeć poprawny - chociaż niezbyt wyszukany - polski z ust obcokrajowca!! Muszę tego Fina dorwać jeszcze kiedyś na stołówce i porządnie z nim pogadać.

A jak zdziwnieni byli jego koledzy, że nagle mówi w jakimś dziwnym języku :)

Pozdrawiam wciąż ucieszona,
Weronika